środa, 04 maj 2011 23:03

Big Head Blues Club - 100 Years of Robert Johnson

8 maja 2011 roku mija 100 lat od dnia urodzin Roberta Johnsona. Żył zaledwie 27 lat, ale jego kompozycje inspirują i inspirowały największych. Eric Clapton, Led Zeppelin, Rolling Stones czy Jimi Hendrix po prostu cytowali riffy i zagrywki bluesmana. Teraz kolejny hołd oddaje mu płyta Big Head Blues Club.

Big Head Todd and The Monsters zaprosili do nagrania krążka cała masę gwiazd. Graja tu i B.B. King i Honeyboy Edwards i Hubert Sumlin - gitarzysta Howlin’ Wolfa.

Ale na początek mamy trochę zmutowanych dźwięków od Charlie Musselwhite'a. To elektryczna i swingująca wersja "Come On In My Kitchen". I naprawdę dobrze brzmiąca. Elektryczna, ale nie epatująca szaleństwami gitarowych wymiataczy. I z ciekawymi organami w tle.

W "Ramblin’ On My Mind" slidem gra Lightnin’ Malcolm a towarzyszy mu już wielce poważany i nagradzany Cedric Burnside. Taka wersja może być znakomitą zachętą do grania bluesa na gitarze i elektrzycznej i akustycznej. i Znów nie przesadzono z aranżacjami, a perkusja jest wręcz szczątkowa.

"When You Got A Good Friend" to juz dźwięki generowane przez Hubert Sumlina,  Lightnin’ Malcolma i wzbogacone głosem Ruthie Foster. Także wersja mimo zelektryfikowania zachowała johnsonowski klimat, a nuty Sumlina są niepodrabialne.

"Cross Road Blues" Big Head oddał w ręce i gardło samego B.B. Kinga. Król gra jak zawsze, a jego rękę można rozpoznać zawsze i wszędzie. Tu ma naprawdę doborowe towarzystwo, muzycy genialnie współpracują, ba wręcz prowadzą instrumentalne dialogi. Świetna wersja.

"Preachin’ Blues" to kolejna kompozycja ukochana przez akustycznych gitarzystów. Tu podana w sprytnie zelektryfikowanej wersji, ale z zachowaniem stylu. Znów na gitarach uzupełniają się Lightnin’ Malcolm i Cedric Burnside. Oj można od nich uczyć się i szacunku do tradycji i swobody w obchodzeniu się z instrumentami.

"Kind Hearted Woman" to jeszcze jeden sprytny patent na bluesową harmonię odkryty przez Johnsona. Tu podany na tle pianina i wyśpiewany przez Ruthie Foster. I chociaz to własciwie zwykły blues o miłości - sam w sobie wszak może być jednym z wzorców gatunku. W tej wersji to dialog między kobietą i mężczyzną. Krótki a wciąga jak dobry serial.

Kto w bluesie szuka prawdy znajdzie ją z pewnością w tej wersji "If I Had Possession Over Judgement Day". Słychać w niej głos bagatela - 95-letniego Honeyboy Edwardsa. Niewiarygodne. A jak prosto i ciekawie gra perkusista. Aranżacja oparta jest o dialog głosów z gitarą wzmacniany akcentami werbla. Niby nic niezwyklego, a jednak kapelusz trzeba zdjąć od razu.

"Last Fair Deal Gone Down" zaaranżowano jakby w manierze psychodelicznej. Gitary elektryczne pływają dookoła głowy, a z ich odmętów wydobywa się harmonijka Musselwhite'a. Można się w tej wersji zanurzyć po szyję. Ale do czasu, bo zakończenie każe zrzucić buty i ruszyć w oszalałe pląsy..

"All My Love Is Love In Vain" to już typowy tribute w stosunku do oryginału. Zagrany naprawdę na giatarach akustycznych. A że te harmonie znane są fanom bluesa od lat, nie mogą nie wzbudzić uśmiechu, mimo że wersja to cokolwiek wygładzona.

I wreszcie Honeyboy Edwards na zakończenie śpiewający o "Sweet Home Chicago" tylko z giatarą elektryczną i harmonijką Charliego. I już koniec. Trochę tego wszystkiego za mało, za krótko. Ale cóż. Ważne, że płyta ukazała się w 2011 roku i przypomina, że nie byłoby wielu świetnych białych zespołów bez tego diabelskiego Johnsona.

Do góry