sobota, 16 marzec 2013 19:18

Krzak – Experience (2013, wideo)

Krzak – Experience Krzak – Experience

Trzon zespołu Krzak nie spoczywa na laurach. Leszek Winder i Jan Błędowski wraz z zespołem Sepsis wchodzą w świat bardziej metalowego grania. To ożywczy powiew w zatęchłym i nudnym świecie tak zwanego polskiego bluesa.

Krążek otwiera kultowy „Krzak”. Zespół zawsze skromnie twierdził, że oparty jest na melodii ludowej. Ale daj Boże dzisiejszym metalowcom takie melodie. Oczywiście są setki zespołów grających lepiej technicznie, ale oprócz sprawnych palców trzeba mieć jeszcze coś w głowach. A pomysł na granie Winder i Błędowski mieli już na początku lat 70. I to im wierzymy, kiedy rozpędzają się w rockowym szaleństwie, a sekcja Sepsis wprowadza bardziej metalowe podziały do ich wielkiego hitu.

„Oriental Xes” to dowcipnie zatytułowana kompozycja, jaką trzasnęli Dominik Durlik, gitarzysta Sepsis, i Jan Błędowski. Odpowiednio mroczna, oczywiście podlana tytułowym orientalnym sosem może przypominać podobne wtręty, jakie przed laty czynili Led Zeppelin, ale rytmicznie to już raczej świat Metalliki. Powala przede wszystkim realizacja nagrania. Gitara brzmi niebywale tłusto, po prostu na światowym poziomie.

Autorski utwór Durlika „Blue Thunder” z powodzeniem mógłby się znaleźć się na jakimś albumie Black Sabbath. Ale kiedy odzywają się skrzypce Błędowskiego, w kompozycji słychać i góralskie klimaty, acz przetworzone w duchu Karola Szymanowskiego. Prawdziwe metalowe „Harnasie”.

Jeszcze ciężej brzmi jeden z największych hitów starego Krzaka – „Czakuś”. Tu najciekawiej wypada solo gitary. Momentami kojarzy się z graniem w klimacie Ritchie Blackmore, szczególnie kiedy brzmi unisono ze skrzypcami. Ale w drugiej części utworu do głosu dochodzi solidny metal, a i Rafał Cioroń na bębnach daje słuchaczom popalić.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

„Extrim” to jeden z najnowszych utworów w historii zespołu Krzak. Tu brzmi jeszcze bardziej mrocznie, a skrzypce Błędowskiego wypływają jakby wprost z nieziemskich czeluści. Za to tym razem solo gitary oparte jest przynajmniej po części na pentatonice. Chyba właśnie ono naeży do zaproszonego w roli gościa młodziutkiego Igora Gwadery. Świetna, wręcz progresywna, wersja muzyki.

„Existence in Possesion” to jedyny utwór znany już wcześniej z nagrań zespołu Sepsis. Ostinatowe frazy wprawiają słuchaczy w trans, gitarzysta wyprowadza z nich lekko orientalizujące solo, a my w napięciu czekamy na to, co zagra Błędowski. W opozycji do Durlika, który jeszcze dołożył solówek, skrzypek jest bardziej liryczny niż psychodeliczny – jak zwykle umie znaleźć dopełnienie każdej melodii we właściwy sposób. I bez blues-rockowej sztampy.

Najbardziej rozbudowaną kompozycją na „Experience” jest „Rumble-Tumble”. Kolejne wspólne dzieło Błędowskiego i Durlika to niemal epicka opowieść o świecie, w którym nie warto liczyć na nic. To świat zdehumanizowany, obcy, zdominowany przez technikę, a może wręcz opętany? Efekty, jakich dołożył w studiu realizator, mogą świadczyć o zamiłowaniu nawet do postmodernistycznego horroru. Gdzieś w tle pojawia się gitara Popcorna z Acid Drinkers, ale nie on jest tu królem zombie.

Niemniej godnie brzmi „D’Rocks”. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć nawiązania do utworu „Skałki” – ważne, że Sepsis mieli pomysł, jak jeszcze dodać mocy tej niezwykle energetycznej kompozycji. Ciekawe tylko, co w tej wersji zagrał na gitarze Leszek Winder.

Rock and rollowy „Kattowitz” to jeden z nowszych utworów Windera i Błędowskiego właśnie. Tu zaczyna się bardziej jak koncert jakiegoś classic rockowego mega gwiazdora. Ale też i w tej kompozycji jest moc i potęga, do jakiej przyzwyczaił nas przez lata rockowy cyrk typu Guns’n’Roses.

Spotkanie zespołu Krzak z Sepsis kończy „Ściepka”. Tu w wersji hard rockowej wypada jak zwykle bez zarzutu.

Właściwie od zawsze wiedzieliśmy i czuliśmy, że Krzak może grać dużo ostrzej, a niektóre, szczególnie dobrze nagłośnione, koncerty zespołu te przypuszczenia potwierdzały. Raz grupa gra kolorowo, niemal jazzowo, kiedy na basie ma Krzysztofa Ścierańskiego, ale kiedy dopuszcza do studia młodą krew – daje czadu. Pewnie gdyby debiutowali dziś, a nie pod koniec lat 70. Od razu brzmieliby jak na albumie „Experience”. Solidna porcja ożywczego rocka i metalu godna najwyższego uznania.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry