czwartek, 14 luty 2013 21:39

Hot’n’Nasty – Boost (2012, wideo)

Hot’n’Nasty – Boost Hot’n’Nasty – Boost

Niemiecka formacja rock bluesowa Hot’n’Nasty od kilku lat jest niezwykle ceniona za zachodnią granicą, w Polsce praktycznie nieznana. Choć od wydania płyty minęło kilka miesięcy, może warto nadrobić zaległości.

Krążek otwiera typowo rock-bluesowy „Damned To Ride”. Mocarny riff gitary elektrycznej, klarowne brzmienie i niemal hard rockowa linia melodyczna zaciekawiają. No i wybija się Patrick Pfau – wokalista przez pewien czas mieszkał w Indianie i ma świetny akcent i wyczucie stylu.

Ale oto i pierwszy szok – w piosence „Dark Town” mamy rasowo i chicagowsko zasuwający band, a w dodatku gościnnie na harmonijce riffuje Chris Kramer. Solidny, elektryczny blues.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">  

„Cath Us All” to zagrany w szybkim tempie kawałek kojarzący się z southern rockiem. I rzeczywiście – warto zwrócić uwagę na wszechstronną grę gitarzysty – Malte Triebscha.

Tymczasem „Rise of Anger” to zwolnienie tempa i muzyka, która stoi na pograniczu bluesa i hard rocka. Świetnie rozpisana sekcja rytmiczna nadaje piosence odpowiednią dynamikę, a głos wokalisty dowodzi, że to idealny dla niego repertuar.

Za to „Come On Home” to już prawdziwy blues z elementami soulu. Pojawia się piano, szeroka fraza, a głos Pfaua łagodnieje. Niemcy wiedzą jak układać materiał płyty – to pewne.

„Best Friends” to piosenka, która może przypominać nieco granie Steppenwolf albo nawet Free. Na szczęście wokalista nie stara się udawać nikogo innego. I mamy tu smakowite solo zagrana slide.

„Surrounding Blues” zadziwia niemal akustyczną formą, mamy czysto brzmiąca harmonijkę i niemal juke boxowy klimat z konieczną gitarą dobro. I jaki puls.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">    

Kiedyś, w czasach kiedy ludzie cenili współbrzmienie dwóch gitar, taka piosenka jak „Unforseen Emotion” lśniłaby. Ale i dziś może wpaść w ucho fanom choćby… The Black Crowes.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

Bardziej blues rockowo, ale i z niebywałym drive zagrana jest „Hot’n’Nasty” może tylko niepotrzebnie pojawiają się soft rockowe chórki jak z jakiegoś Bon Jovi.

Zupełnie akustycznie i absolutnie świetnie brzmi southernowo-bluesowy „Turn Around”. No i te słowa, żeby oglądać się za siebie, kiedy gonią cię gliny. Stylowe i tyle.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

Za to „Steamroller” to opętańczo zagrane gitarowe boogie. Z zatrzymaniami, chórkami i niebywałym biglem. To naprawdę uczciwy zespół, który umie brzmieć naprawdę ciepło, nie tylko walić jak hard rockowy gang.

Za to „Message from the Gods of Rock’n’Roll” z powodzeniem mógłby włączyć do repertuaru i Glenn Hughes. Świetny gitarowy riff, potężne bębny i organy w tle.

I znów dźwięczy gitara akustyczna, a mięsisty slide rozjaśnia nostalgiczny charakter utworu. Bo to „Going Nowhere”. Niemal folkowa ballada na głos i dwie gitary.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

Krążek kończy zdecydowanie rock bluesowy „Gone Gone Gone”. Rozpoczyna go krótkie i stylowe solo gitary, a potem mocny głos śpiewa rockowe frazy. Ale jest w nich oddech i powiew południowego grania.

To trochę dziwne, że zespół który jest tak blisko, jeszcze nie trafił do nas. Chyba wszyscy mamy zaległości, no może poza bywalcami Eutin.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry