poniedziałek, 20 sierpień 2012 13:22

Sonny Landreth - Elemental Journey (2012)

Sonny Landreth - Elemental Journey Sonny Landreth - Elemental Journey

Sonny Landreth to znany gitarzysta specjalizujący się w slide w stylu Mississippi i Luizjany. Jego jedenasty krążek to pierwszy instrumentalny album. Gościnnie zagrali Joe Satriani i Eric Johnson. Dyryguje Mariusz Smolij.

„Gaia Tribe” to bardzo mocne i rockowe otwarcie krążka. Sonny delikatnie gra slidem, by oddać pole Joe Satrianiemu. Mistrz rozkręca się z taktu na takt, mamy i oszałamiające tremola, i zabawy z mostkiem a i sama melodia jest hitowa jak niejeden song Deep Purple. Ale nikt nie mówił, że ma być tylko i wyłącznie blues.

„For You And Forever” przynosi delikatne skojarzenia z muzyką bluegrass, Landreth perfekcyjnie gra slide, wybierając spore ilości nut i idealnie trafiając w wysokość tonu. Wirtuozersko podaną melodię psują nieco syntetyczne smyczki z klawiszy, ale na szczęście mięsiste brzmienie płyty wynagradza tę niewielką niedoskonałość.

„Heavy Heart Rising” ma niezłą linię melodyczną i jak przystało na instrumentalną płytę – bardzo wyrazistą. Sekcja rytmiczna potrafi w tej kompozycji nagle zmienić tempo, a całość jest bardzo elegancka. No i slide Landretha z powodzeniem zastępuje głos. Świetna, blues rockowa opowieść.

„Wonderide” ze swoim radosnym dźwiękiem bardziej niż bluesa przypomina anglosaskie gitarowe plumkanie, ale zagrane jest z dużo większym ogniem i w szybszym tempie. I znów syntetyczne stringi psują brzmienie całości. Fani gitarowego grania będą i tak szczęśliwi, a nieprzekonanych taki zabieg nie przekona.

W kompozycji „Passionola” drugim wiodącym gitarzystą jest Eric Johnson. I znów kompozycja bliższa jest nurtowi progresywnego rocka niż muzyce z delty. Landreth jest niezwykle sprawnym i muzykalnym autorem, a Johnson technicznymi sztuczkami z mostkiem i szybkimi palcami dodaje smaku tej skrzącej się barwami melodii.

„Letting Go” to nieuniknione w programie albumu zwolnienie tempa. Landreth melodię podaje grając palcami i oszczędnie dodając brzmienia slide. Tym razem elektronowe organy idealnie uzupełniają takty. Świetnie dobrane brzmienie to pretekst do niemal jazzowego szaleństwa. I tak oto słodka melodia łączy się z intrygującymi harmoniami solówki. Świetne gitarowe granie.

I wreszcie tytułowe „Elemental Journey”. Tu w studiu Landreth do swoich przebieranek na gitarze akustycznej dograł niemal rockowe solo. Ale bez obawy – hard rockowe motywy kontrastują z romantycznymi nutami zagranymi slide, a i sekcja rytmiczna pokazuje, ze umie panować nad niuansami rytmu.

„Brave New Girl” to bliższa country rockowi skomponowana w umiarkowanym tempie melodia. I znów partiom slide i nie najciekawszym syntezatorom towarzyszą żywe smyczki. Landreth wypożyczył je z Lafayette’s Acadiana Symphony Orchestra, a dyryguje nimi urodzony na Śląsku Mariusz Smolij. Kompozycja niesztampowa, ze smaczkami rytmicznymi, zróżnicowaną dynamiką i harmoniami tła niemal jak z Karola Szymanowskiego.

„Forgotten Story” znów zaprasza do świata, w którym liczy się wzajemne zrozumienie muzyków. Landreth zaprosił do tego nagrania Roberta Greenidge, który ubarwia dźwięki grając na stalowych bębnach. Całą kompozycja, utrzymana w klimacie bliskim reggae pokazuje jeszcze jedną twarz lidera tej muzycznej podróży.

Ta bardziej rock bluesowa objawia się w utworze „Reckless Beauty”. Tu akurat organy w klimacie Purpli sprawdzają się znakomicie i to one na zmianę z riffami nadają wyraz kompozycji. A brzmiący heavy slide może momentami przywoływać w pamięci brzmienie bliskie nawet ZZ Top.

Krążek kończy „Opening Sky”. Nostalgiczna melodia podana slide i grające w kontrapunkcie smyczki Mariusza Smolija. Polak potrafi i Śląsk powinien być dumny, że uznany w świecie dyrygent znalazł czas na pracę z gigantem slide.

Herosi gitary mają swoich żelaznych słuchaczy. Sonny Landreth zagrał gościnnie na setkach płyt, ale teraz udowodnił na „Elemental Journey”, że sam potrafi stworzyć instrumentalny krążek. Satysfakcja z jego słuchania jest tym większa, że polski akcent nadaje świetnym kompozycjom prawdziwe epickiego rozmachu. Świetna płyta, nie tylko dla fanów sześciu strun. I wielbiciele muzyki filmowej i poszukiwacze niebanalnego ukojenia w muzyce znajdą tu coś dla siebie.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry