czwartek, 19 styczeń 2012 19:15

Otis Taylor nagrał Contraband. Demoniczny trance blues

Otis Taylor - Contraband Otis Taylor - Contraband

Otis Taylor urodził się w Chicago w trzy lata po II wojnie światowej. Jego znajomość i miłośc do bluesa nie ogranicza się tylko do muzyki Chess Records. To głębokie i osobiste traktowanie dźwięków i kultury Afro-Amerykanów jako osobistej formy ekspresji.

Contraband otwiera "The Devil's Gonna Lie". I z miejsca - jak bagna z Delty - wciaga i wsysa słuchacza. Pieśń rozwija się i nabiera mocy, prezentując jednocześnie potężne możliwości całej grupy muzyków. W chórkach słychać Sheryl Renee Choir, na organach fantastycznie gra Brian Juan a całość daje dobrą zapowiedź transu, w jaki wprowadza muzyk na koncertach. Jest pedal steel guitar i niebywała magia.

Otis Taylor nie zamyka swoich kompozycji w ramach jednego gatunku. "Yell Your Name" śpiewa jakby rozmawiając z dmącym w kornet Ronem Milesem. Do tego dochodzi niemal akustyczne granie, z perkusją ledwie potrącaną miotełkami. I przejmującym głosem lidera. Niezwykłe wrażenie - zwłaszcza na początku albumu.

“Look To The Side” to następne niemal akustyczne nagranie na Contraband. Głos Taylora brzmi chropowato, artysta śpiewa niemal od niechcenia, ale jest w jego głosie fantastyczna szczerość. I pieknie opowiedziane uczucie, które kończą nuty na elektrycznym banjo.

Jeszcze inny klimat ma "Romans Had Their Way". Bardzo gęsto zagrane bębny, lekko latynoskie rytmy i transowa motoryka przypominają wczesne, niemniej hipnotyzujące kompozycje Carlosa Santany. Do tego wspaniałe hammondy i Taylor niemal bezwiednei przenosi słuchaczy w erę dzieci kwiatów. A i gitarzysta Jon Paul Johnson świetnei trzyma się owej magicznej estetyki wolnej miłości i niekończących się solówek.

I oto niezwykłej urody "Blind Piano Teacher". Ballada, jakie śpiewał i Neil Young i setki artystów soulowych. Tu już słychać wierną towrzyszkę koncertów Taylora - skrzypaczkę Anne Harris, a kiedy odzywa się kornet aż ciarki przechodzą po grzbiecie. Wielka tradycja amerykańskiej ballady ma w osobie chicagowskiego muzyka znakomitego kontynuatora, a jego zespoł gra oszczędnie i ze smakiem.

"Banjo Boogie Blues" to boogie, w którym oprócz wspomnianego instrumentu świetnie zawodzi pedal steel guitar i znów przypominają o sobie damy z  Sheryl Renee Choir. Piosenka pędzi z prędkością expresu przez prerię, a sam Taylor przysłowiową paszczą wydaje niezgorsze odgłosy. Ależ oni sie bawią muzyką, a wszystko z wielką kulturą muzyczną.

"2 or 3 Times" to niemal surowe śpiewanie z Delty. Taylor rozpoczyna pieśń śpiewając ją tylko z gitarą. Rozmawia sam ze sobą, a tylko czasem do dialogu włacza się perkusista. Tak jakby siedział na mitycznym ganku i snuł swoją opowieść przed chatą wuja Toma. Wuja, dzięki któremu może kultywować czarną muzykę z tak niebywałym smakiem.

I wreszcie tytułowy "Contraband Blues". To tekst oparty o historię z czasów wojny domowej w Ameryce Północnej. O jeńcach i różnorodnym pojmowaniu wolności. I to jeden z najmocniejszych punktów alubu. Rzeczywiście transowy, z niemal psychodelicznymi, zarejestrowanymi z dużym pogłosem skrzypcami. Aż strach myśleć, z jaką moca ta muzyka może zabrzmieć na żywo. No i sam głos Taylora  snujący opowieść, skowyczący, łkający ale mocny i zdecydowany. Wspaniała, ale utrzymana w ryzach opowieść o przebudzeniu do wolności i o potrzebie wyzwolenia.

Otis Taylor to także bandżysta i właśnie o brzmienie akustycznego banjo oparta jest piosenka "Lay On My Delta Bed". Otis czaruje głosem, a pod koniec do transowego banjo dołączają hammondy. Och, jest w tym graniu coś z pierwotnej mocy, jaką miał w sobie Jim Morrisson.

I wreszcie najbardziej klasyczny blues, spośrod dotychczas umieszczonych na płycie kompozycji. "Your 10 Dollar Bill". I znów świetnie brzmiąca pedal steel, która prowadzi dialog z Taylorem i nieoczyswiste, lekko psychodeliczne bębny. Niesamowity mix epok i gatunków, który scala głos lidera.

I znów wracamy do akustycznego grania. "Open These Bars" zaczyna jakby skarga muzyka, której towarzyszy jedynie dialog z drugą gitarą i pomrukiwania basu, na którym gra córka muzyka Cassie Taylor. Prawie siedem minut mija niepostrzeżenie.

A Taylor jakby w transie rozpoczyna rozmowę ze swoim banjo. To "Yellow Car, Yellow Dog". Tym razem w minimalistycznej aranżacji towarzyszy mu oprócz córki skrzypaczka, tym razem grając zupełnie inną techniką. I chociaż schowana w tle, to ona nadaje ton tej kompozycji.

Taylor w radosnej piosence pod koniec krążka śpiewa "Never Been To Africa". I tu obywając się w ogóle bez perkusji potrafi nadać utworowi fantastyczny rytm. Jest w tym i spory udzial giatrzysty i klawiszowca. A głos Taylora znów wyraża mnogość emocji.

"I Can See You're Lying" to jakby ukłon w stronę wielbicieli elektrycznego grania. Latynoskie bębenki i wysunięta na pierwszy plan gitara elektryczna sprawiają sporo radości, kiedy cały zespoł wpada niemal w trans. I znów skojarzenie z zespołem Santany jest dośc oczywiste, ale nie ma tu mowy o plagiacie. To po prostu podobny sposób budowania napięcia, ktory dopiero na koncercie może pokazać czym jest transowe rozumeinie muzyki, nie tylko bluesa i blues-rocka.

Contraband to ponadczasowe pojmowanie muzyki. Otis Taylor na swojej nowej płycie łączy tradycję ostatniego półwiecza w rewelacyjną miksturę. To muzyka osoby rozkochanej w prawdziwej, żywej muzyce, szanującej tradycję i umeijącej odnaleźć w róznych stylach swoją osobowość. Barwną, nie pozbawioną bólu życia, prawdziwą. Po prostu ludzką. Świetna płyta.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry