czwartek, 06 październik 2011 22:24

Johnny Winter Roots, czyli absolutely classic

Johnny Winter - Roots Johnny Winter - Roots

Johnny Winter od początku roku zapowiadał, że wydaje "Roots". To wspaniały hołd złożony klasykom bluesa przez samego Wintera i tłum niezwykle utytułowanych w świecie bluesa gości. Grają m.in. Warren Haynes, Susan Tedeschi, Vince Gill czy John Medeski.

Muzyka od początku rusza z niezwykłą werwą. "T-Bone Shuffle" z gościnnym udziałem Sonny Landretha grającego slide z świetnie śpiewajacym Winterem to popis dwóch markowych giatrzystów, bez jednej zbędnej nuty.

W "Further On Up The Road" z kolei udziela się na gitarze Jimmy Vivino. Muzyka kołysze rytmicznie. Nagrana z lekkim pogłosem, przenosi słuchaczy w czasy Cadillac Records.

"Done Somebody Wrong" Johnny Winter wykonuje jak zawodowy bluesowy krzykarz. W rytm pianina i zawodzącego slide wyśpiewuje frazy, a słuchacz czeka co jeszcze zmaluje Warren Haynes. I wreszcie muzyka rusza z kopyta, a szef Gov't Mule gra niebywale płynnym dźwiękiem.

Winter posunął się nawet do tego by nagrać swoją wersję "Got My Mojo Workin'". I wychodzi z niej obronną ręką.

W "Last Night" na harmonijce gra muzyk z zespołu Blues Traveller - John Popper. Robi wspaniały klimat, choć nie wyróżnia się jakimś niezwykłym brzmieniem. Ale taki był widać zamysł Paula Nelsona, który produkując, zadbał o spójność krążka.

"Maybelline" to jeden z pierwszych przebojów Chucka Berry, tu zagrany i zaspiewany przez Vince Gilla - bohatera świata country. I o dziwo - znakomicie się broni. A i aranżacja kryje w sobie kilka smaczków rytmicznych i brzmieniowych.

"Bright Lights, Big City" to świetna piosenka Jimmy Reida, tu zaśpiewana przez Wintera w duecie z Susan Tedeschi. A że babka ma kawął głosu, wybór był znakomity i tym razem gościowi udało się przyćmić lidera.

"Honky Tonk" to nieco surowy utwór wykonany wspólnie z bratem Edgarem, który nadaje mu specyficznego klimatu swą grą na saksofonie. Niby najprostszy to numer z możliwych, a jednak jak to brzmi, a wspólnie zagrane riffy gitary i saksofonu brzmią wybornie.

Kiedy Robert Johnson pisał "Dust My Broom" pewnie nie spodziewał się, ze będzie on nagrywany na całym świecie. W tej wersji Winter śpiewa z pogłosem, jak pierwsi królowie rock and rolla. A Drek Trucks dogrywa frazy slidem. To chyba właśnie o takie brzmienie mogło chodzić Johnsonowi, kiedy układał się z rogatym.

W "Short Fat Fannie" gościnnie na gitarze gra Paul Nelson z Teksasu. I to słychac w jego bluesie. I znów banalny rock and roll nabiera szlachetnego charakteru. Geniusze odnajdują się wszak w najprostszych frazach.

Krążek kończy jedyny wolny numer - "Come Back Baby". Tu do trupy dołącza John Medeski, wirtuoz organów hammonda. A Winter śpiewa jak natchniony. Fantastyczne zakończenie z dęciakami i grzmiącą gitarą grającą ogniste solo. Taka wersja zostanie na długo w pamięci.

Johnny Winter nagrywając "Roots" nie wyważa otwartych drzwi. Uchyla swego kowbojskiego kapelusza przed tradycją i razem z zaproszonymi gośćmi zabiera nas do muzeum żywego bluesa. Bo te nagrania to nei historia, to zupełnie współczesny, klasyczny blues.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry