poniedziałek, 30 marzec 2015 20:30

Henrik Freischlader – Night Train To Budapest Farewell Tour Live 2014 (2015, wideo)

Henrik Freischlader –  Night Train To Budapest Farewell Tour Live 2014 Henrik Freischlader – Night Train To Budapest Farewell Tour Live 2014

Henrik Freischlader to niemiecki muzyk-instytucja Świetny I wszechstronny kompozytor, wokalista, gitarzysta I szef Cable Car Records. Właśnie wydał koncertowy album „Night Train To Budapest Farewell Tour Live 2014”.

Blues i blues rock to gatunki muzyczne, które tak naprawdę koncertami stoją. Często banalne i oklepane tematy, nierzadko wygładzone w studiu, swoją moc objawiają słuchaczom dopiero w konfrontacji publiczności z wzmacniaczami i potem spływającym z muzyków. Henrik Freischlader wie o tym doskonale.

Jego koncertowa machina rozkręca się powoli. „A Better Man” ma w sobie porcję rockowej energii, świetne blues rockowe frazy i uzupełniane organami pełne brzmienie. Ale i lider dobrze wie, jak gitarą i aranżacją budować napięcie i różnicować poszczególne części utworu.

W „Too Cool For Me” utrzymanym w podobnym tempie, pozwala wygrać się  korzystającym z brzmienia piana elektrycznego klawiszowcowi Moritzowi Fuhrhopowi.

Porządny blues rockowy shuffle, bez zbędnych udziwnień, za to w klimacie teksaskim i nieco zbliżonym do Gary Moore to „Disappointed Woman”. To już obszerny solowy popis lidera, który swoim fenderem zaczyna cichutko gaworzyć z publicznością, by skończyć prawdziwą burzą przesterowanych dźwięków i długimi, idealnie podciąganymi nutami. Blues rockowe niebo w uszach.

Cudownie wyluzowany, nieźle podlany funkowym sosem jest utwór „Keep Playin’”. Tu możemy posłuchać solówki na Hammondach i ładnie osadzonej w bluesie, z  rockową ekspresją i pedałem wah wah zagranej solówki gitary.

Energia występu na żywo powraca wraz z piosenką „Point of View”. Szybkością przebiegania palcami po sześciu strunach Freischlader może tu zaimponować nawet fanom Rory Gallaghera. Co najważniejsze, pamięta że muszą być blue notes. I są.

Fender i perkusja świetnie współpracują w opartym o bluesowy kanon boogie „She Ain’t Got The Blues”. To kolejny popis sprawności gitarzysty i kompozycja bliska kanonowi gatunku.

Czterominutowe „Guitar Intro” prowadzi słuchaczy do finałowej pieśni wieczoru – „Desert Love”. Najmniej bluesowej, ale bardzo pięknej, jak to z balladami bywa. Wydaje się, że tu Freischlader objawia swoje nieco progresywne oblicze gitarzysty – solisty, ze skłonnością do pięknych melodii.

Henrik Freischlader ze swoją gitarą przejechał całe Niemcy, kiedyś był na Suwałki Blues Festival. Po takim krążku już nie można się doczekać, by znowu nam zagrał.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry