wtorek, 07 październik 2014 19:14

Janiva Magness – Original (2014, wideo)

Janiva Magness – Original Janiva Magness – Original

Janiva Magness zaczynała karierę jeszcze w latach 80. XX wieku. Płyta „Original” stawia ją w jednym rzędzie z takimi artystkami jak Bonnie Raitt, ale też Amy Winehouse czy Adele. I ma w sobie bluesowy feeling.

„Let Me Breathe” brzmi jak smakowita mieszanka wspomnianych przed chwilą dam. Ciepłe brzmienie, niemal gospelowe chórki, znakomity głos liderki i rhythm and bluesowa fraza wsparta hammondami pasują do siebie jak ulał.

Według podobnej, acz jeszcze bardziej soulowej receptury, skomponowany został utwór „Twice as Strong”. Głęboki i lekko schrypnięty głos Magness bezbłędnie przykuwa uwagę, a bogaty choć dyskretny aranż nadają prostej piosence mocy.

„When You Were My King” to pierwsza z przepięknych ballad, które skrzą się jak gwiazdy na bezchmurnym niebie na „Original”. Tak może śpiewać dojrzałą kobieta, która poznała blaski i cienie miłości. Jest absolutnie przekonująca.

Znakomicie i korzenie zaaranżowana została piosenka „I Need a Man”. Surowe bębny, z dużą ilością przeszkadzajek zabierają nas z serca Afryki gdzieś w świat modlitw w klimacie gospel, a z tyłu czai się już facet z gitarą elektryczną. Miłosna modlitwa rozkręca się jak nauczyły tego największe gwiazdy rhythm and bluesa. A Janiva śpiewa przejmująco i z ogromną pasją.

„Everything Is Alright” może się kojarzyć również okresem religijnych fascynacji Boba Dylana, ale po country rockowym wstępie zaczyna się pięknie rozpisane na głosy śpiewanie łączące gospel właśnie z country. Taka mieszanka u Magness nie dziwi, a zachwyca.

Genialnie buja piosenka „With Love” zaśpiewana w duecie z równie porywającym Danem Navarro. Gdyby Janiva miała więcej szczęścia z powodzeniem mogłaby zastąpić miejsce Amy Winehouse. Coż, wyroki szołbiznesu są niezbadane.

Balladą bliską country i gospel zarazem jest „Mountain”. Rozwija się nieśpiesznie, a słuchacze mają szansę wsłuchać się w niuanse głosu wokalistki i cieszyć harmoniami wokalnymi chórków. A ileż w tym bluesowej melancholii.

„Who Am I” przypomina wielkie hity z początku lat 60. XX wieku. To emanacja rhythm and bluesa w najlepszym stylu. Jest w tej piosence oddech, jest radość śpiewania i ból istnienia. I czyż nie taki właśnie powinien być blues?

Jeszcze bardziej soulowo rozpoczyna się „Badass”. Jest w tej piosence, podobnie jak w innych z tej płyty czarna siła, jaka objawiła się w muzyce na początku lat 70. I czarna duma, mimo iż płynąca z ust białej kobiety. I to też jest blues.

Za to „The Hard Way” rozpoczyna się od śpiewu a capella. I już podświadomie czujemy, że to będzie następna stonowana muzycznie, ale wielka kompozycyjnie ballada. Że podobna do setek innych? Ale o to w tej muzyce chodzi. O pasję, szczerość, nie o oryginalność za wszelką cenę. Janiva daje nam dokładnie to wszystko.

Absolutnie wzruszająca „Standing” kończy „Original”. Magness wspina się na wyżyny swoich możliwości interpretacyjnych pokazując, że wciąż możemy odkrywać u niej nowe pokłady wrażliwości.

 

Ta płyta to właściwie idealnie skrojony materiał na oldskulową prywatkę. Ogniste rytmy przeplatają się z wzruszającymi balladami, a tylko od nas zależy, które utwory puścimy po raz kolejny. Właściwie można jej nie wyłączać przez całą imprezę.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry