wtorek, 30 wrzesień 2014 22:29

Jo Harman & Company - Live At The Royal Albert Hall (2014, wideo)

Jo Harman & Company - Live At The Royal Albert Hall Jo Harman & Company - Live At The Royal Albert Hall

Jo Harman została najlepszą wokalistką bluesową w Wielkiej Brytanii w 2014 roku.Latem ukazał się jej koncertowy album “Live At The Royal Albert Hall”.

Żywiołem Jo są koncerty – od pierwszych taktów „live” nikt nie ma co do tego wątpliwości. Jej gitarzysta brzmi jak gdyby w połowie drogi spotkali się Hendrix i Stevie Ray Vaughan, a przy tym jest bluesowa fraza i nerwowość znana z wczesnych The Cream. I tak jak kiedyś Claptonowi, nie obcy jest mu pedał wah wah.

„Cold Heart” to piękna ballada znana z jej debiutanckiej płyty „Dirt On My Tongue”. Tu w większości zaśpiewana tylko z elektrycznym fortepianem. To zarazem najlepsza okazja, żeby usłyszeć jakie walory głosowe ma młoda Brytyjka.

„Ain't No Love In The Heart Of The City” to paradoksalnie jedna z najpiękniejszych piosenek nagranych przez zespół Whitesnake, ale w istocie to utwór z 1974 roku. Do dziś można znaleźć przynajmniej z 20 wersji tej piosenki w stylach takich jak jazz, reggae, czy oczywiście pop. Jo ma tu okazję nie nieźle zaśpiewać, a gitarzysta pobluesować na gitarze.

„(This is My) Amnesty” też pojawiła się na debiucie i… też jest balladą. I znów Jo śpiewa z pasją, lekko ochrypłym głosem, ale na dobre zaczyna przemawiać wraz z solówką gitary. Precyzyjnie i w dobrym tempie wydobywa z sześciu strun poruszającą opowieść.

 

Pozostając w klimacie debiutu słuchamy „Underneath The River”. Jo nieźle wypada śpiewając tylko z gitarą elektryczną, ale oczywiście kiedy do głosu dochodzi cały zespół, przybywa mocy i pulsu. Tym razem solówką popisuje się pianista.

 

Harman dobrze sprawdza się też w piosence wystylizowanej na gospel. „Sweet Man Moses”  rozwija się z każdym taktem, a Jo nie odpuszcza sobie tej piosenki ani na moment.

W tajemniczym i lekko jazzującym klimacie utrzymany jest utwór „Sideways”, gdzie Harman nieco zbliża się do jazz-rockowego Santany. Wręcz ma się wrażenie, że gitarzysta celowo nie eksponuje swoich umiejętności w innych utworach, by nie peszyć części widowni. Tu daje upust swojej wyobraźni i biegłości palców.

Krążek kończy znana ze studyjnej wersji „Better Woman”. Pełna pasji, z rockowym pazurem i bluesową swobodą.

Brytyjczycy nie mylili się. Warto mieć oko na Jo Harman i wato w listopadzie posłuchać jej na koncercie w Polsce. Na razie mamy płytę którą zrealizowało BBC.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry