niedziela, 21 wrzesień 2014 16:52

Joe Bonamassa – Different Shades of Blue (2014, wideo)

Joe Bonamassa – Different Shades of Blue Joe Bonamassa – Different Shades of Blue

Joe Bonamassa nagrał całkowicie nowy studyjny album. To dziesięć nowych utworów i otwierający album „Different Shades of Blue” cover Jimi Hendrixa.

„Hey Baby (New Rising Sun)” to doskonałe otwarcie płyty i ukłon w stronę bardziej rockowej publiczności.

Piosenka „Oh Beutiful” może się wydawać „Black Dog” zagranym przez Vanilla Fudge, ale już całkiem poważnie to kawał nowoczesnego hard rocka z riffem w stylu Led Zeppelin i takimiż wtrętami psychodelicznymi.

Ale nie jest to bynajmniej jednorodny materiał dla osób zakochanych w roku 1969. Funkujący i zagrany z dęciakami „Love in’t A Love Song” dowodzi, że Bonamassa dobrze słyszy co grają amerykańskie stacje radiowe. A jednak nie odpuszcza i przemyca całkiem mocne, rockowe riffy w bridge.

„Living on the Moon” to chicagowski shuffle z dęciakami i sporą dozą rockowego swingu. Gdyby nie lekko naciągany wokalnie bridge byłby to następny znakomity utwór. No i w każdej piosence Bonamassa gra solo praktycznie w innym stylu i inną techniką.

Nieco wolniejszy, ale utrzymany w blues rockowym kanonie, jest „Heartache Follows Wherever I Go”. Tu też towarzyszą mu dęciaki, pod stopą ugina się wah wah, a struny gitary zdają się być z świetnie brzmiącej gumy, nie kruchej stali.

„Never Give All Your Heart” zaczyna się jak koncert jakiegoś Boston albo innego rockowego bandu z połowy lat 70. XX wieku. W końcu taką muzyką Bonamassa nasiąkał bardziej niż B.B. Kingiem, nawet gdyby temu zaprzeczał. To niech gra.

Jakby w nagrodę honky tonk piano otwiera klasycznie brzmiącego chicagowskiego bluesiora „I Gave Up Everything For You, ‘Cept The Blues”.

Tytułowy „Different Shades of Blue” to typowa rockowa ballada, z akustyczną gitarą w intrze, melodyjną solówką i chóralnym refrenem pod koniec.

 

„Get Back My Tomorrow” choć zaczyna się bluesującą zagrywką gitary oscyluje pomiędzy pop rockiem i southern rockiem. I przynudza.

Trochę ożywienia wnosi „Trouble Town”, przede wszystkim za sprawą świetnie napisanych partii dęciaków. Funkujący rock daje pozytywną energię, ale czy pozostanie w pamięci na dłużej?

„So, What Would I Do” przypomina rhythm and bluesowe pieśni Raya Charlesa. Oprócz piana, w tle pięknie szemrzą hammondy, tylko Bonamassa nie jest Charlesem.

Amerykański gitarzysta ma i talent do kompozycji i umie perfekcyjnie przelać go w piosenki. Niestety, dość pospolity głos, stawia go na pozycji wybitnego gitarzysty, ale już nie osobowości. Debilna okładka też wiele nie pomoże. Sorry.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry