Wydrukuj tę stronę
sobota, 17 maj 2014 13:41

Kraków Street Band – Kraków Street Band (2014, wideo)

Kraków Street Band – Kraków Street Band Kraków Street Band – Kraków Street Band

Kraków Street Band powstał z miłości do muzykowania i dzielenia się tą radością na krakowskim rynku. Zespół okazał się być tak zgrany i lubiany, że bez problemu zebrał na portalu polakpotrafi.pl pieniądze na nagranie płyty.

I od pierwszych nut słychać, że fani nie zmarnowali ani grosza. Oszałamiająca, swingująco-rock and rollowa wersja „Flip, Flop & Fly” po prostu podrywa z miejsca. Do tego znakomicie brzmiące i zaaranżowane dęciaki, dodające jeszcze werwy tej i tak bardzo radosnej piosence. A i solo na puzonie to kolejna rewelacyjna ingrediencja.

Prawdziwie ulicznie, pewnie po części ze względu na banjo Tomasza Kruka, brzmi „I Like Pie, I Like Cake”, ale też i dixielandowe brzmienia sekcji dętej z olśniewającym solem saksofonu. Jest tak, ze w końcu nie wiadomo, czy to Nowy Orlean leży nad Wisłą czy Kraków w Delcie.

Tradycyjny temat „Keep Your Hand On The Plow” w aranżacji Kraków Street Band, z rewelacyjnie śpiewającym Łukaszem Wiśniewskim, to następne mistrzostwo w doborze repertuaru. Cały zespół śpiewa chórki, a werbel z gitarami akustycznymi wzmacnia silny rytm. Tym razem solo świetną barwą grają Zbigniew Szwajdych na trąbce z którym polemizuje na saksofonie Tomasz Drabik. Znakomite.

Odrobinę melancholii wprowadza autorska piosenka Tomasza Kruka „Way Down”. Oszczędniej zaaranżowana, z bandżo i tęsknymi tonami flugelhornu płynie ponad iluzorycznymi dachami Krakowa. Dzięki ciepłym brzmieniom i znakomitej interpretacji Wiśniewskiego z miejsca wyróżnia się na płycie. A to dopiero czwarta piosenka.

Od tego przeboju The Animals w pewien sposób zaczęła się medialna kariera zespołu. Swingujące „Don't Let Me Be Misunderstood” zagrane w przyśpieszonym tempie i z manierą dixie, w dodatku z wyeksponowanym mocnym głosem lidera – porywa nie tylko ze względu na doskonale znany temat.

 

Swingująco, chicagowsko, w klimacie filmu Blues Brothers brzmi „Built For Comfort” Willie Dixona. Wiśniewski śpiewa na niezwykłym luzie, jednocześnie z gigantyczną mocą. Do tego niezmiennie już pyszne partie dęciaków czynią tę piosenkę utworem ponadnarodowym.

I znów szalone lata dixie i swingu powracają w wirtuozersko rozpisanym na instrumenty „That's A Plenty”. Do tego temat  "Cantina Band" Rogera Williamsa dla urozmaicenia tej instrumentalnej popisówki Bandu, gdzie na lapsteel guitar gra Piotr Grząślewicz.

Saksofonista Tomasz Drabik postanowił zmierzyć się z hitem Raya Charlesa „Hallelujah, I Love Her So”. Kraków Street Band w manierze nowoorleańskiej sprawnie akompaniuje, oczywiście interpretacja wokalna, to raczej przerywnik mający podczas koncertów na prawdziwej ulicy dać chwilę oddechu Wiśniewskiemu.

W jeszcze szybszym tempie zespół postanowił nagrać „Can't Judge A Book” Dixona. Bandżo współpracuje z dęciakami, werbel podbija tempo, a zbiorowo śpiewany refren robi potężne wrażenie.

Trzeba niezłego poczucia humoru, by w bluesowo-swingujący repertuar wpleść genialnie przearanżowaną przez sekcje dętą super kiczowatą balladę zespołu Kiss. Ale skoro napisała ją maszynka do zarabiania dolarów pod postacią Desmonda Childa, to wiadomo, że to musi zadziałać. A że Kiss to dla wielu słuchaczy zwłaszcza na festiwalu BLuesroads to absolutna prehistoria, można podejrzewać, że wrażenie jest piorunujące. W Krakowie ta piosenka brzmi jakby grał ją Tedeschi Trucks Band.

Można Kiss, to można i Donnę Summer. „Hot Stuff” w wersji dixielandowo-bluesowej i z dramatycznym śpiewem Wiśniewskiego intryguje, niepokoi i bawi. A partia zaśpiewana tylko z sekundującymi dęciakami też ma moc, a co dopiero finał, ale… to trzeba usłyszeć.

 

W tym towarzystwie niemal folkowo zostało zaaranżowane „In The Midnight Hour” Wilsona Picketta. Właściwie – mogliby to zagrać razem z Voo Voo i z pewnością by się zgrali. I znów Wiśniewski udowadnia, że to on jest jednym z najlepszych wokalistów bluesowych w Polsce, bez względu na wyniki ankiet. I znów dialogi dęciaków pysznie uzupełniają muzyczną warstwę tego przeboju.

Płytę kończy jeszcze jedna autorska piosenka Tomasza Kruka – „Save My Soul”. Słychać w niej, że Kruk zanim decydował się upubliczniać swoją grę na gitarach czy banjo przesłuchał wiele bardzo dobrych płyt i stylowe piosenki wprost wypływają mu spod palców, a kiedy zagra je sprawny aparat artystyczny z powodzeniem mogą stać na jednej półce ze standardami. Zakończenie to pełne optymizmu i radości, a o tot chyba właśnie w graniu Kraków Street Band chodzi.

 

Fani nie mylili się. Zespół nie zawiódł ich zaufania. Warto było wziąć udział w tym crowfundingu, bo efekt wart jest znacznie więcej niż pozwolenie na muzykowanie na krakowskim rynku.

 

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Najnowsze od Bluesonline