środa, 12 marzec 2014 23:46

Gruff! Przytuła & Kruk vs. Maciej Kudła – Liffe (2014, wideo)

Gruff! Przytuła & Kruk vs. Maciej Kudła – Liffe Gruff! Przytuła & Kruk vs. Maciej Kudła – Liffe

Bartosz Przytuła i Tomasz Kruk przebojem podbili polskie sceny bluesowe. Udowodnili, że można grać korzenną muzykę z biglem i dowcipem. Po rewelacyjnym debiucie udokumentowali swoją współpracę z perkusistą zapisem koncertów jako Gruff! „Liffe”

„Preaching Blues” w ich wersji to jakby oczywista oczywistość, ale właśnie w utworach Roberta Johnsona najlepiej słychać, co sobą reprezentują bluesmani. Czy umieją tchnąć w nie życie, czy będą starali się jedynie odegrać nieskomplikowane w końcu nuty.  A w wersji Gruff! Jest i niemal rockowe szaleństwo i plemienne zawodzenie Przytuły i niesamowity slide Kruka. A, że każdy z nich może praktycznie występować w pojedynkę, dialog scatem z bębnami zakończony solówką Kudły już na samym początku krążka pokazują, że to musiała być płyta koncertowa. Gruff! Po nagraniu z czeskich Teplic reszta materiału to zapis występu z 20 października 2013 roku we wrocławskim klubie Formaty.

" type="application/x-shockwave-flash">" /> 

Nagranie rozpoczyna się od tradycyjnej melodii „Tom Dooley”. Panowie śpiewają we dwóch refreny, później pojawia się niezłe przyśpieszenie, a i Kudła nie zasypia przy bębnach. Publiczność doskonale czuje te nastrój.

 " type="application/x-shockwave-flash">" />

I znów interpretacja johnsonowskiego „Come On In My Kitchen” pozwala postawić Gruff! W gronie najoryginalniejszych interpretatorów klasycznego bluesa. Ale do tego trzeba mieć nieokiełznany konwenansami głos Przytuły i skromność Kruka, który inteligentnie i z niezwykle zróżnicowaną dynamiką współpracuje z wokalistą. A bębny czynią z nich nasze The White Stripes. A co. W dodatku Przytuła całkiem nieźle podgrywa sobie na harmonijce.

I oto pierwsza autorska piosenka Kruka – „The Morning”. Nowa! Lekko zahaczająca o country, z nałożonym pogłosem i chyba odrobiną flangera na gitarę, z bębnami traktowanymi miotełką. Pieśń podróży przepełniona jakąś taką nostalgią, która kończy się jak rasowy gospel.

O Gergie Bucku przypomniał jakiś czas temu Michał Augustyniak, który w tym roku zerwał z bluesem płytą „Verba Volant”, za to ową postać z Mississippi przypominają w kompozycji z wykorzystaniem kazoo Gruff!. Nadal gitara brzmi bardziej łagodnie, ale Kruk nie zaprzestaje gry slide.

 " type="application/x-shockwave-flash">" />

Chyba na potrzeby radiowców Gruff! rozdzielili wstęp do „Me And The Devil” od właściwej kompozycji, do której zaprosili Łukasza Sojkę z dobro. Tu już mamy pełną bluesową nirwanę. W jednym kanale słychać gitarę rytmiczną, w drugiej riffy i responsy, do tego dyskretne bębny i jak zwykle ekspresyjny głos Bartosza. Jest potężne solo na dobro, dźwięki kazoo, dialog z bębnami. Znakomite i pełne niespodzianek sześć i pół minuty.

Zapis koncertu kończą dwie piosenki Kruka. „Leave This Time” to znów popis śpiewu z wykorzystaniem elementów scatu. Sama kompozycja nawiązuje do tradycyjnych bluesów, ale w riffie słychać odstępstwa od klasyki, no i też fakt, że została dokładnie zaaranżowana do grania z perkusją. Może niepotrzebnie pojawia się tu kilka dźwięków harmonijki, ale to przecież zapis koncertu.

 " type="application/x-shockwave-flash">" />

Na bis zespół wybrał piosenkę otwierającą debiutancki album Przytuły i Kruka - „Greyhound”. Wersja to mroczna, z minimalistyczną gitarą, która w pewnym momencie zaczyna być przetwarzana z efektem wah wah. No i mamy tu iście psychodeliczny slide.

 " type="application/x-shockwave-flash">" />

Fani wiedzą to od dawna, ale nieprzekonani mogą się upewnić. Przytuła i Kruk to osobna wartość na naszej scenie. Wsparci przez Maćka Kudłę nie tracą nic z swej pierwotnej surowości, a jednocześnie umieją zagrać łagodnie i nastrojowo. A kiedy zabraknie bębnów, Przytułą udowadnia, że dałby sobie rady i jako beatbokser. Jedna z kandydatek do płyty roku. Zresztą – któż by się spodziewał czegoś innego?

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry