sobota, 19 listopad 2011 15:51

Ewa Pitura: W Johnny Coyote mam absolutną wolność (zdjęcia)

Ewa Pitura, wokalistka Johnny Coyote Ewa Pitura, wokalistka Johnny Coyote

Nie znosiłam Janis Joplin, ale mojaj mama zasypywała mnie jej utworami - wspomina Ewa Pitura, wokalistka Johnny Coyote. - Non stop leciały jej utwory, bo mama jest wielką fanką i od tej pory zafascynowały mnie mocne kobiece wokale.

Radio bluesonline.pl: W jaki sposób trafiłaś do Johnny Coyote?

Ewa Pitura, Johnny Coyote: To był przypadek, poznaliśmy się przez znajomego dziennikarza Janusza Strugałę z Piły. On też jest muzykiem, usłyszał mnie z innym zespołem, wiedział że szukają wokalisty, poznałam zespół, pierwsze wspólne granie i tak się zaczęło. Ja bardzo chciałam śpiewać, a akurat nie bardzo miałam z kim.  

Ale to był chyba jakiś zespół z gimnazjum, podobno na pierwszych koncertach piłaś soczek?

Z tymi zespołami było różnie, pierwszy to był taki rocj chrześcijański, a drugi - bluesowo-rockowy. Zaczęłam śpiewać muzykę chcrześcijańską jak miałam 14,15 lat - w żadnym innym zespole mnie chcieli - byłam za młoda, za smarkata i tylko tam mnie przygarnęli. Miałam szczęście, bo w tych zespołach dawano mi wolną rękę, bo w domach kultury bardzo mnie ograniczano. w tych zespołach mogłam pisać teksty, wymyślać melodie. W Johnny Coyote miałam absolutnie wolną rękę. Czułam się tam bardzo swobodnie, cieszyłam się, że mi ufają i przystają na to, co skomponuję, i że traktują mnie powaznie - nigdy nie byłam traktowana jak jakiś smarkacz.

To była z ich strony desperacja? Poczuli, że musi ktoś śpiewać, żeby zespół mógł wypłynąć w Polsce?

Myślę, że nie mierzyli aż tak, po prostu - chcieli grać. A żeby to się dopełniło - potrzebowali wokalisty i ja się nawinęłam.

Z dopełnienia łatwo stać się frontmanką - osobą na którą każdy zwraca uwagę.

Musiałam pogodzić się z tą sytuacją, przystosować się do tego, że uwaga jest skupiona na mnie. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, a teraz musze się bardziej starać, uważać na to co robię, mówię. Może to nie jest jakaś wielka skala, nie jesteśmy bardzo populranym zespołem, ale juz ktoś nas obserwuje i zaczynam powoli zdawać sobie z tego sprawę, że to piętno frontmana gdzieś tam funkcjonuje.

Czyli to jest bardziej naturalna droga niż zapisanie się do Mam talent! czy Must Be The Music. Powiedziałaś, że cały czas śpiewasz swoje piosenki.

Śpiewanie cudzych piosenek to jest bardzo dobry sposób, żeby w ogóle nauczyć się śpiewać. Od tego trzeba po prostu zacząć i  to trzeba robić cały czas. Ważne jest też, żeby postawić na swoim. Trzeba próbować. Na początkku to może być słabe i ja cały czas myślę, że jest to słabe, nie mam nigdy pioczucia, że to co robię jest dobre. Mam ogromny kompleks swojej twórczości, ale gdybym tego nie robiłą - tego by w ogóle nie było. Wydaje mi się, że trzeba robić swoje i uczyć się na własnych błędach.

Być odważną?

Tak, bo to jest odwaga. Trzeba ponosić odpowiedzialność za to, co się tworzy.

A skąd przejście od rocka chrześcijańskiego do starożytnego blues-rocka?

Te korzenie bluesowe zawsze we mnie tkwiły. Ja nie miałam pojęcia, że to się w ogóle nazywa blues. Wiedziałam, że podobają mi się te dźwięki i że chcę to robić. Jak byłam mała, w moim domu słuchano Janis Joplin. Ja wtedy płakałam, nie znosiłam Janis Joplin, ale mojaj mama zasypywała mnie nią. Non stop leciały jej utwory, bo mama jest wielką fanką i od tej pory zafascynowały mnie mocne kobiece wokale. Nieważne, jaki to był gatunek muzyki - charyzmatyczny wokal kobiecy zawsze mi bardzo imponował, a blues zawsze się przewijał, zawsze gdzieś tkwił. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że mam możliwość śpiewania z muzykami - byłam wniebowzięta.

Stawiasz na swój głos. A co jeszcze jest ważne w twoim śpiewaniu?

Teraz pogląd na muzykę cały czas mi się zmienia. Zawsze to były emocje, zawsze lubiłam po prostu wykrzyczeć, wyrzucić z siebie to cale zło w głosie, ale ostatnio fascynuje mnie bardziej subtelny wokal, gdzie można sobie odpocząć i te emocje również są pokazane, ale nie przez krzyk. Wydaje mi się, ze ja cały czas otwieram oczy na różne nowe rzeczy i ciężko jest mi jednoznacznie odpowiedzieć.

A co jest najważniejsze?

Robienie tego, co się kocha. To na początku może być słabe, może się komuś nie podobać, ale trzeba to robić, bo z czasem nabieramy doświadczenia i z czasem - innym też to się zaczyna podobać.

Ale trzeba też z czegoś żyć

W moim wypadku nie da się żyć z muzyki. Staram się, żeby tak było, bardzo bym chciała, ale na razie niestety - muszę studiować, żeby w razie czego mieć z czego żyć, ale marzy mi się, żeby żyć z muzy.

Kobieta jest w trudniejszej sytuacji, bo otoczona jest mężczyznami

Zawsze dobrze dogadywałam się z facetami, nigdy nie miałam z tym problemu. Myślę, że między nami też nie ma jakichś większych kłopotów w komunikacji. Traktują mnie równo, jestem koleżanką, nie ma jakiegoś niańczenia czy dobrych rad starszych kolegów. Ufamy sobie i to mi się bardzo podoba, że słuchamy siebie nawzajem i szanujemy.

To zawodowe podejście

Szacunek to jest podstawa, bo kiedy muzycy nie szanują siebie i przede wszystkim swojego czasu, to nie ma to sensu.

Zostaniesz z Johnny Coyote, czy zaczniesz nagrywać sama?

Gdyby trafiła mi się okazja nagrać coś samodzielnie i to byłyby moje projekty, myślę, ze bym skorzystała. Ale, póki co - praca nam się dobrze ukałada, mam swoje ciepłe gniazdko i nie zamierzam na razie nigdzie uciekać.

A do Must Be The Music albo Mam talent?

Chyba nie odnalazłabym się tam, ponieważ musiałabym udawać kogoś, kim nie jestem i śpiewać utwory, które mi się nie podobają. Byłoby to jakieś wyzwanie, może jakaś zabawa, ale mnie to nie kręci.

Metoda małych kroków będzie lepsza?

Będzię przyjemniejsza i można z niej wyciągnąć więcej wniosków. Na pewno będzie dłuższa, może też być trudniejsza, ale to nie znaczy, że nie będzie ciekawsza. Łatwo jest pójść do programu telewizyjnego, ale co z tego mogę wynieść, jako wokalistka?  Tych wokalistów ze wspaniałym warsztatem jest mnóstwo, trzeba mieć coś oryginalnego, czym człowiek się może wyróżnić. Czy ja to mam? Nie wiem, ale będę dalej robić swoje.

I tak ekspresyjnie zachowywać się na scenie?

Chyba tak. To pozwala mi wyrażać siebie. To jest jakby nieodłączny element moich występów i tak było zawsze. Ja nie umiałabym, nie mogłabym stać w miejscu. To element mojego sposobu wyrażania emocji podczas śpiewu.

No to jakby mamy w pełni ukształtowaną artystkę, ruch, operowanie głosem, emocje. Jesteś dojrzała?

On się cały cały czas kształtuje i nie uważam, że jestem dojrzała. Stwierdzenie jakiegokolwiek muzyka, że jest dojrzały, to jak dla mnie trochę samobojstwo. Nawet po 40-tce czy 60-tce wolałabym mówić, że cały czas dojrzewam.

No to życzymy ci kariery co najmniej do sześćdziesiątki.

Już po wywiadzie okazało się, że życzenia były nieaktualne. Powinniśmy Ęwie życzyć zdrowia do 67 roku życia.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry