piątek, 15 lipiec 2011 23:19

B.B. King blues i John Mayall - Prague in July (zdjęcia)

B.B. King live in Prague, July 2011 B.B. King live in Prague, July 2011

B.B. King i jego blues ściągnęły do czeskiej Pragi (Prague) tłumy fanów. Z Polski też wyjechało co najmniej kilkanaście osób. Podzieliły się z nami swoimi odczuciami i zdjęciami.

B.B. King zagrał tylko trzy swoje nawiększe hity. "Everyday I Have the Blues", "Thrill Is Gone" i "Rock Me Baby".

- To było niesamowite nawet mi się łza w oku zakręciła i pojawił się dreszcz przebywać z żywą legendą bluesa w jednym pomieszczeniu, usłyszeć ten niesamowity głęboki głos i to jest właśnie chyba to za co zapłaciliśmy ten gruby szmal, no może jeszcze te szczątkowe frazy które wydobywały się z Lucille - napisał na forum Okolice Bluesa Tomasz z Włocławka.

- Sam król był w formie, aż byłem w szoku - opisuje swoje wrażenia Mean Machine. Żwawo wparował na scenę od razu skupiając na sobie uwagę, o którą jednak nie zabiegał jakoś szczególnie - wręcz przeciwnie, podczas koncertu dzielił się nią z innymi członkami zespołu. To też cecha prawdziwych gwiazd.

- Co prawda sam BB nie grał zbyt wiele... więcej rozmawiał z publicznością, za to jego zespół nadrabiał, a i samo jego nastawienie i ten dystans do siebie i umiejętność nawiązania kontaktu z ludźmi... niezastąpione - potwierdza Ettariel, która przygotowała nam galerię zdjęć. I nie tylko ona. Zdjecia robił także Grzegorz Ciszewski.

- Jestem ogromnie szczęśliwy z możliwości zobaczenia B.B Kinga na żywo, bo to od niego rozpoczęła się moja bluesowa przygoda - dodaje Bartek Stawiarz, szef studenckiego festiwalu Bluesroads. - Samo wejście B.B Kinga na scenę było momentem wyjątkowym i jak widziałem po reakcji widowni - nie tylko dla mnie. Spełniło się moje marzenie.

- BB całym sobą przekazuje emocje, a to jest to co w muzyce najpiękniejsze - podsumowuje Ettariel. - Miałam szczęście być na koncercie moim zdaniem - jednego z najdoskonalszych i najbardziej prawdziwych artystów, którzy kiedykolwiek stąpali po tej ziemi. Ten człowiek zrobił tyle dla muzyki że on mógłby po prostu stać na scenie, a publika czułaby wszystkie emocje które on przeżył w ciągu swojego życia.

- Moja miłość do muzyki B.B Kinga pozostaje niezmienna, pozostaje jedynie zaduma nad dalszą historią bluesa nowymi artystami formatu B.B Kinga, czy są czy jeszcze się pojawia? - pyta retorycznie Stawiarz.

Przed B.B. Kingiem zagrał John Mayall, który najpierw anonsował swój koncert na 12 lipca, a potem przeniósł na 13-go warszawski show.

- Trudno mi być obiektywnym bo ja naprawdę lubię Mayalla i sobie go często słucham - opowiada Mean Machine. - Zaliczam jego muzykę do tzw. użytkowej, co oznacza u mnie największy komplement, w sensie, że można sobie puścić uprawiając jogging, jadąc autem albo gotując zupę, whatever. Oczywiście myślę tu o jego późniejszych płytach, jak Road Dogs, etc. czyli ogólnie tych, których realizacja jest akceptowalna. Natomiast we wtorek w Pradze było to... hmm... bardziej na zasadzie że John Mayall wielkim bluesmanem jest.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry