poniedziałek, 27 czerwiec 2011 21:35

Jeff Beck in Warsaw. Living legend (zdjęcia)

Jeff Beck in Warsaw Jeff Beck in Warsaw

Jeff Beck zagrał w Warszawie w Sali Kongresowej. Na Warsaw Summer Jazz Days 2011 przywiózł trójke muzyków. To byli: Narada Michael Walden, Rhonda Smith i Jason Rebello.

Koncert przyciągnął do Sali Kongresowej tłumy fanów. A Jeff Beck udowodnił, że wszystkie nagrody Grammy, które odbiera sa jak najbardziej zasłużone. Koncert obserwował posener z forum Okolice BLuesa.

Podchodząc to koncertu tylko od strony gitary to było to powalające - pisze posener.- Zarówno od strony samej techniki (nikt tak nie gra), jak i zawartości muzycznej. Kiedy Jeff prowadzi frazę, nigdy nie wiem jak to się skończy, w którą stronę skręci i to jest w jego głowie, a nie w palcach, jak u wielu. Jestem otwarty na wiele gatunków muzycznych, przez kilkadziesiąt lat przesłuchałem tysiące płyt z naprawdę różną muzyką, ale akurat operową i większą część muzyki poważnej omijam, a tutaj na ostatni bis Jeff zaśpiewał (bo on to zaśpiewał na gitarze) Nessun Dorma z opery Turandot Pucciniego i po prostu łzy się cisnęły do oczu z powodu absolutnego piękna tej arii i wykonania.

To nie były jedyne covery, jakie 21 czerwca 2011 roku zagrał w Sali Kongresowej Jeff Beck. Ale nie byłoby też koncertu bez muzyków, którzy z Beckiem grali.

 

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true">

 

- Narada i Rhonda to obiektywnie rzecz biorąc fenomenalna sekcja, ale ja zdecydowanie bardziej wolałem poprzednią - pisze posener. -  Teraz muzyka Jeffa stała bardziej jednoznaczna, definiowalna - fusion podszyte funkiem. Narada zastąpił swego czasu Cobhama w Mahavishnu Orchestra i jest to ta sama szkoła. Kiedyś imponowali mi tacy bombardujący perkusiści, teraz wolę grających. Tak jak Vinnie. Wydaje mi się też, że sekcja Colaiuta/Wilkenfeld znacznie elastyczniej reagowała na to co gra Beck. Ta muzyka po prostu płynęła różnymi meandrami, rozlewiskami, teraz bardziej mi to przypomina ocembrowany kanał.


- A tak poza tym to było wspaniale - sumuje Internauta. - Nie było pijanej, wydzierającej się hołoty, scena na odlegość 5m - żyć nie umierać. Sądzę, że pod koniec XIXw ludzie opowiadali swoim wnukom, że widzieli Paganiniego. Ja będę mógł powiedzieć, iż widziałem Jeffa Becka.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry