środa, 19 styczeń 2011 16:10

Ryszard Skiba Skibiński. Harmonijkarz, o którym pamiętajmy. Czytaj wspomnienia.

Ryszard Skiba Skibiński to bez wątpienia muzyk, który tchnął nowego ducha w polskiego bluesa i bez którego z pewnością ten blues nie byłby tym, czym jest dzisiaj. 20 stycznia 2011 r. mija kolejna rocznica urodzin mistrza harmonijki. Wspomnienia muzyków.

Zatrzymajmy się więc może na chwilę w tym naszym codziennym biegu i wspomnijmy jednego z najwybitniejszych bluesmanów naszych czasów - Ryśka Skibę Skibińskiego. Na temat Ryśka, jego niepowtarzalnego talentu i osobowości muzycznej powiedziano i napisano już chyba wszystko. Ale od tego oficjalnego uznania twórczości i zasług Ryszarda Skibińskiego z pewnością ważniejsze jest to, co pozostawił  w sercach i duszach swoich przyjaciół i fanów, to, co wciąż powoduje, że na dźwięk jego harmonijki łza kręci się w oku.

Niektórzy z nas mieli niewątpliwy zaszczyt osobistego poznania Ryśka. Jeszcze za życia powtarzał swoim przyjaciołom, że gdy kiedyś umrze, chciałby, aby nad jego grobem zagrali bluesa. Stało się według jego woli.

Fantastyczny muzyk - legenda, wspaniały człowiek, przyjaciel. Dlatego pamiętajmy o Ryśku.

 Portal bluesonline.pl publikuje w zakładce Bluespedia podstawowe dane i garść informacji na temat Skiby. Nie pokusiliśmy się o więcej, chociażby przez ogromny szacunek do Ryszarda. Zapraszamy do lektury, warto przypomnieć sobie, jak to było kiedyś... razem ze Skibą.

Radio Białystok w dniu urodzin Skiby wyemitowało reportaż Joanny Sikory "W pogoni za bluesem".

Specjalnie dla Was wynotowaliśmy najwazniejsze wypowiedzi muzyków o Skibie.

- Marek Kisiel: Pamiętam z jednego koncertu głównie, sześć tysięcy ludzi, Arena Poznańska, koncert się zaczyna, pełno milicji wówczas, tłum, wchodzimy na scenę... On mówił: Cisza ! I tysiące ludzi...i cisza następowała... I : Siadać ! I wszyscy na podłogę. Tyle tysięcy ludzi posadzić, byłem sam zszokowany. To tylko niebieskie słupki zostały, milicja ówczesna, a wszyscy siedzieli i cisza. No i zaczynaliśmy takiego bluesa, tytuły różne, bo to była improwizacja, tytuł był chyba: blues polski, blues dla Lecha, bo to ten okres, kiedy Solidarność powstawała. Nie mieliśmy tekstów, graliśmy instrumentalną muzykę, ale przy okazji mogliśmy przynajmniej tytułem coś wspomóc - mówi Marek Kisiel.

- Jarek Tioskow: Skiba przyszedł i wszystko zmienił.

-Mirek Kozioł:  Rysio przyjechał do nas z Golubia Dobrzynia , nie mieszkał w Białymstoku, mieszkał w Ogrodniczkach, Ty Jarek go jeszcze wtedy nie znałeś i tam sobie wymyślił, że zrobi taką pierwszą dyskotekę, tylko, że nie na zasadzie tak, jak dzisiaj - potupajki,  tylko tam był Jimi Hendrix, tam byli Deep Purple, był Led Zeppelin i temu podobne rzeczy. Myśmy tam dostęp do płyt mieli dosyć dobry, no i trochę aparatury żeśmy nakombinowali, światła to był policyjny kogut - niebieski i to było w remizie strażackiej w Ogrodniczkach. Zrobiliśmy tam takich kilka sztuk no i co? No i Rysio kochał muzykę, pózniej nam pokazał, jak się gra na tej harmonijce, ale resztę to niech Jarek dopowiada...

- Jarek Tioskow: Przyszedł, zagrał na harmonijce. Ja grałem na tej harmonijce, na takiej trochę innej, grałem jakąś piosenkę, jak zagrał, to wziąłem szybko i wywaliłem tę harmonijkę i od tego czasu.... Myśmy się trzymali jakichś takich ram, a on był facetem, który nienawidził, jak ktoś wywiera nacisk, a był taki nacisk...albo chcecie grać tutaj z tym instruktorem, albo idziemy wszyscy razem grać. Ja mówię: Ja idę z Tobą... I poszliśmy do piwnicy..., a potem szybko, bo chcieliśmy, żeby nam nie zajęli miejsca w ACK. I tam Konopelko przyjął nas od razu i ja już myślę sobie: Boże to nareszcie aparatura jest, na której grałem, wszystko i tak to się później zaczęło kręcić, wieczorki, nazywaliśmy się najpierw "Grupa Ryśka Skibińskiego", pózniej "Ciocia Mania blues i jej siostrzeńcy", graliśmy ze Zbyszkiem Richterem, który do nas wrócił, bo najpierw grał jeszcze inny kolega. To duża historia, długa. Potem z ACK do Herkulesów i do Promenady, to już tam pierwsza Jesień z Bluesem...

- Mirek Kozioł: Byliśmy już po koncertach w Polsce, byliśmy już na Folk Blues Meeting, Promenada to już tak spokojnie, bo z Herkulesów pojechaliśmy na Folk Blues Meeting, dwa tygodnie przygotowań zrobiliśmy....

- Jarek Tioskow: No i Skiba przyleciał, że Jesień z Bluesem trzeba zrobić....

- Mirek Kozioł: Bo jak Folk Blues Meeting jest, to dlaczego nie może być Jesień z Bluesem w Białymstoku? I od tej pory się zaczęło...

- Jarek Tioskow: Także Rysiek przychodził do mnie, wyciągał mnie z chałupy i mówi: Chodź idziemy ! Poszliśmy do Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie był Eugeniusz Bil-Jaruzelski , Skiba mówi: Proszę Pana, taki projekt..., "Jasne!!! Panowie, toż to jest piękne!" I to była pierwsza Jesień z Bluesem, to było coś, co pierwszy raz ten czarno-biały Białystok wstrząsnęło kolorami.

- Leszek Winder: Myśmy się poznali na początku lat 80-tych, albo w końcu lat 70-tych, kiedy Kasa Chorych, gdzie Rysiek występował zaczynała koncertować, tak mijaliśmy się w Polsce w różnych miejscach. Ten pewien fenomen Krzaka, który naprawdę na wysokim poziomie wykonywał muzykę instrumentalną ściągał do nas różnych muzyków z różnych innych zespołów. No i między innymi również Rysiek w takich swoich poszukiwaniach muzycznych...zetknęliśmy się, został członkiem zespołu Krzak. Inna sprawa, że myśmy się ze sobą bardzo zaprzyjaźnili jednak, mieliśmy plany wspólne, jakieś koncerty zaczęliśmy aranżować, firmując je swoimi nazwiskami Skibiński-Winder Session, zespół jakiś zaczęliśmy nawiązywać. To wszystko przerwała jego śmierć.

- Józef  Skrzek: To wszystko, co jakby na harmonijce wygrywał to było fantastyczne, to był najlepszy harmonijkarz w tamtym czasie, nie ma dla niego, poza moim bratem oczywiście jakiegoś porównania, ale to właśnie zawsze tak jest, że ci, co są najlepsi, to się zawsze kolegują. Byli bardzo dobrymi kolegami - Janek i Skiba. W Leśniczówce, kiedy przy ogniu tak jakby nagrzewały się i moczyły te harmonijki, oni je tam podracowywali, to było dla mnie dość podchwytliwe, bo ja nie wiedziałem, co oni tam robią, moczą, jakieś tam sztuczne korzenie. To były te ich harmonijki, bo oni je podrajcowywali, żeby pózniej zacząć grać z taką dynamiką. Wtedy ze Skibą trochę śmialiśmy się, ja byłem taki trochę zaskoczony, a on nie wiedział, że ja nie wiem...Bardzo miłe były te nasze spotkania, emanowała z nich jakaś taka aureola tajemniczości, a jednocześnie coś takiego, co wyczuwało się, że to musi być artysta.

- Antymos Apostolis: Z muzyką tak jest, że nie da się nic oszukać... Słowami można okłamać kogoś, ale muzyką jednak się nie da wymigać. To jest bardzo czysta, najczystsza chyba forma wymowy.

- Jan Janowski: Wyróżniał się bardzo z tego wszystkiego, bardzo ciepły, kochany chłopak, wrażliwy, bardzo elastyczny, żadnych wymagań. Brał swoje partie, wchodził, grał i wtedy zmieniało się w ogóle wszystko. Całym swoim jestestwem był w tym, jak grał. Świetnie się z nim przebywało, fajnie z nim było pić, gadać, naprawdę świetny harmonijkarz, wszystko miał przed sobą.

- .....: Przede wszystkim gram dla nich, ale gram też dla siebie, a jeżeli oni chcą, żebym zagrał naprawdę do tej muzyki, która gdzieś tam w głębi mnie leży, to oni muszą mi w tym pomóc.

-  Leszek Winder: Skiba miał taką swoją charyzmę po prostu, którą mają nieliczni muzycy, z taką pasją oddawał się , właściwie nie można powiedzieć, że on robił jakiś show na scenie, bo po prostu to wszystko wynikało z nieprawdopodobnej ekspresji tej muzyki,  którą grał, on po prostu bardzo wchodził w to, co robił na harmonijce i zapominał o całym świecie. To powodowało szacunek i podziw ludzi, tym porywał ludzi.

- Marek Kisiel: Grałem często z nim, na saksofonie obok, to były takie wymiany zdań muzycznych, improwizacja. Zamykał się i jakby go nie było  w ogóle, wokół niego nic, nikogo, jest tylko facet, który wydobywa te długie, długie dzwięki i szukał czegoś, a potem nagle - bach, oczy otwiera...już jest inaczej.

- Jarek Tioskow: On zawsze widział wszystko ostrzej i był facetem, no przede wszystkim takim waflem, jak trzeba. Wszystko razem robiliśmy. Jak spaliśmy w hotelu, to Skiba wchodził i mówił: Rycerze, śpicie, jeszcze śpicie? Tam już trzeba iść - bo to w Krakowie - na Wawel... W końcu mówimy: Skiba, Ty się nie zamkniesz? Nie, bo już pora wstawać ! Natychmiast i gdzieś na małe piwo, spacery. Wszystkie kapele, które grają dla przyjemności przede wszystkim to są przyjaznie i tam istnieje takie coś, że wszyscy nie mogą żyć bez siebie. Także i Skiba był tym facetem, na którego można było zawsze liczyć. Pamiętam, jak pożyczał mi na gitarę, bo mi się spodobała: Chcesz Tiosek? Proszę bardzo. I w lampę potrafił przyłożyć! I to pokazówkę!
Zresztą była kiedyś taka sytuacja, ja miałem jakieś 30 lat,  to było dawno temu i kiedyś pobawiliśmy się po jakiejś imprezie alkoholowej w wywoływanie duchów. Rzeczywiście wywołaliśmy Ryśka Skibińskiego...i co jest znamienne dla tego, dlaczego poznałem, że to on? Bo litery wystukały następujące zdanie: Tiosek, Ty pijaku !
On kiedyś tak mówił, żartował sobie...

- Marek Kisiel: Cały Białystok znał Skibę i jego te włosy jasne, nie tylko w Białymstoku, w Polsce graliśmy dużo koncertów, nawet jak przed nami jakaś kapela grała i wystarczy, że gdzieś tam Skiba wychylił głowę i aż głupio było, że ktoś tam jeszcze kończy koncert, a tu już : Kasa Chorych! krzyczą... W ogóle zabronili nam tam wychylać się. Zawsze żartował, że w domu ma największe problemy, bo jak jesteśmy w hotelu na wyjezdzie, to sobie w hotelu ćwiczy, a w domu ...no w łazience niestety, na kibelku , bo tu dziecko, tam żona, nie miał warunków takich...

- Jarek Tioskow: Był zakochany w swojej córce. Ja go widziałem jako idealnego ojca i bardzo pobłażliwego nawet. Nie był jakimś takim człowiekiem nerwowym w stosunku do córki, był normalnym, dobrym tatusiem no i cześć...

- Mirek Kozioł: Tylko za pózno czasami wracał...

- Leszek Winder: Przede wszystkim miał plan, on chciał, podobnie jak Rysiek Riedel, Ryśki mi cały czas opowiadały o swoim marzeniu, którym było nagranie solowej płyty i opowieści o składzie. Ten skład oczywiście co chwila się zmieniał, miał być Ryszka, Piotrowski, raz ktoś inny na perkusji. Skiba bardzo chciał nagrać swoją solową płytę.

- Jan Janowski: On mi raz powiedział, że się zgubił, ja mu powiedziałem, po prostu może za mało mówiłem, że trzeba do podziemia, wyrzucić, co się umie i zaczynać od początku. Miesiąc minął, nawet był ładny koncert, a potem się dowiaduję, że jednak nie mógł tego wyrzucić, nie miał tyle sił, żeby od początku zacząć. A niestety, za każdym razem trzeba od początku, tylko z innego pułapu. Coś mnie kiedyś też bolało, ale nie wiedziałem, że jest tak głęboko zagubiony. Jakbym wiedział, że jest tak głęboko, może bym mu pomógł....

-Antymos Apostolis: Zażywał różne głupoty, zresztą ja też, mi się udało przejść, a jemu akurat nie... Za młodo zmarł...

- Józef Skrzek: Było to takie powiedziałbym oczekiwanie, to trochę trwało, jakby wszyscy czekali, że to się wyjaśni, że on wyjdzie z tego, żeby jednak stanął na scenie znowu i był z nami. Może to był nawet jeden z pierwszych naszych takich bliskich znajomych, który znalazł się w takiej sytuacji, że odszedł na naszych oczach....

- Jarek Tioskow: Kiedy Skiby zabrakło, ja w pewnym momencie, że tak powiem...usiadłem i nie wiedziałem, co robić, ja byłem uzależniony od niego....

- Leszek Winder: Harmonijki żona mi dała na pogrzebie i poprosiła, żeby otworzyli trumnę, włożyłem mu do trumny te harmonijki, nosił je w takim woreczku na ramię zawieszonym. Jedną zatrzymałem, woziłem ją w futerale przez 20 lat, ale zawsze była przy mnie i wielokrotnie różni muzycy, których szanowałem, czyli Rysiek Riedel wielokrotnie na niej grał i Józek, różni, którzy umieli zagrać grali na tej harmonijce, występowała na nagraniach różnych płyt. W tym roku wystawiłem ją na licytację na rzecz rodzinnych domów dziecka , uzyskała bardzo wysoką cenę, bo ponad trzy tysiące złotych i ta osoba, która ją wygrała oświadczyła, że w przyszłym roku znowu ją wystawi na licytację, aby znowu ponownie ta harmonijka przysłużyła się tym dzieciakom.

- Józef Skrzek: To jest tak z artystami tymi nawet, o których mówimy, że my powinniśmy o nich przypominać, bo ludzie lubią nas rzucać w kąt, jak laleczki. Pobawi się, bierze następną, rzuca w kąt, rzuca w kąt... Jaki to był genialny muzyk, jak on genialnie grał na tej harmonijce ! Ale umarł... Ale muzyka została, chwileczkę! A te wszystkie komentarze, wspomnienia, dodatki itd. są po prostu pyk, pyk, pyk, a ta muzyka jest! I na tym to się w ogóle opiera.

 

A już 28 stycznia o godzinie 20 w Białymstoku - koncert da Kasa Chorych, by przypomnieć postać właśnie Ryszarda Skiby Skibińskiego.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry