Bluesonline poleca

niedziela, 28 listopad 2010 15:30

ZVA 12-28 Band czy The California Honeydrops? Jesień z Bluesem 2010. (zdjęcia, wideo)

ZVA 12-28 Band (na zdjęciu) to największe zaskoczenie festiwalu Jesień z Bluesem 2010. Uładzeni The California Honeydrops czy soulowe Puste Biuro były zawodowe, ale bluesa zagrali Przytuła & Kruk i Harmonijkowy atak.

Drugi dzień koncertów XXVI festiwalu Jesień z Bluesem 2010 w Białymstoku rozpoczął się od zmiany. Pierwsi pojawili się Bartek Przytuła i Tomasz Kruk. I chyba nie był to ich najlepszy dzień, a może potraktowali Białystok jak zabitą dechami dziurę. Tym razem nie przygotowali żadnej niespodzianki, nie było ani miotłocastera, ani nawet kanapy, która kilka dni wcześniej zagrał w Mojej mamie Janis. Ale był blues. Po 30 minutach panowie nabrali wiatru w żagle i wreszcie można było zobaczyć i usłyszeć ich w zwyczajowej, bardzo wysokiej formie. Oby taka sytuacja nie przytrafiła się im w Memphis.

przytula i kruk jzb 2010 6

Później na scenie pojawił się Harmonijkowy atak. Projekt wymyślony w Białymstoku i zrealizowany w tym mieście.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">      

 

A że zasługuje na szczególną uwagę, więcej o tym występie już wkrótce w osobnym artykule.

harmonijkowy atak 2010 35

Po wielkiej dawce energii z czterech harmonijek i trzech gardeł nastąpiła calkowita zmiana klimatu. Na scenie pojawił się ZVA 12-28 Band. Słowacka formacja ze Zwolenia zaszokowała wielu fanów bluesa. Niektózy z niedowierzaniem patrzyli na nie mogącego spokojnie usiedzieć Noro Cervenáka, inni chichotali słysząc język, jeszcze inni, jak to na festiwalach bywa, wychodzili na piwo. A to był błąd. Noro Cervenák ma własny styl, świetnie gra na giatrze elektrycznej, nie czyni hałasu, a ekspresji mogłoby by mu pozazdrościć wielu znacznie bardziej utytułowanych przez fanów polskich bluesmanów. Ale nie on jeden czynił grupę. czujna sekcja rytmiczna i utalentowany Stanislav Fakan na skrzypcach dopełniali opowieści lidera. A nie był to tylko błahy, bluesowy bełkot złożony z wyświechtanych fraz, ale choćby świetna piosenka o różnicach między Romami i gadziami. I im mniej było stereotypowych bluesowych fraz w muzyce ZVA 12-28 Band, tym występ stawał się bardziej oryginalny. Gdyby nie dominujący Noro, z pewnością skrzypek miałby nie mniej do powiedzenia.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">      

 

Ale i tak grupa może grać nie tylko na festiwalach bluesowych. Kto wie, czy właśnie w kategorii etno czy world nie sprawdzaliby się równie wyśmienicie. Sama prawda i to w dodatku zaśpiewana po słowacku.

zva 12-28 band

Za to następny zespół, anonsowany jako gwiazda, gwiazdą był. Przynajmniej w odbiorze publiczności, która zszokowana występem Słowaków, śpiewających w dodatku w niezrozumiałym na Wschodzie Polski języku, chciała Amerykanów. No i dostała. The California Honeydrops sami przyznali się, ze zaczynali od pogrywania w metrze. Skład w Europie kojarzący się z bałkańską orkiestrą pogrzebowo-weselną grał muzykę, jaka w USA cieszyła uszy WASP-ów szczęsliwych z powojennego boomu, dorabiających się pierwszych cadillaków i kolorowych telewizorów. Zespół przemawiał do publiczności po angielsku, w czym celował grywający okazjonalnie na tarce perkusista. Ale trzeba było widzieć miny rozbawionych słuchaczy, kiedy przekonali się, ze uśmiechnięty od ucha do ucha lider - Lech Wierzyński, mówi czystą polszczyzną. Zresztą, prowadzący festiwal Marek Jakubowski zapewnił, że jest on wnukiem poety Kazimierza Wierzyńskiego.

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

 

Zespół, jak przystało na knajpianych wyjadaczy, zszedł do tłumu, zrobił rundę honorową i powrócił z burzą oklasków na scenę. I trzeba przyznać, że naprawdę grają niezwykle przebojowo i melodyjnie. No i nikt nie obiecywał, że to będzie blues.

the california honeydrops 11

Nikt też nie panował nad czasem występów. Dlatego zaplanowane na koniec Puste Biuro na scenie pojawiło się po północy. Po sześciu godzinach koncertu i zegarowym poczatku adwentu sala błyskawicznie przerzedziła się.

 

" />" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" type="application/x-shockwave-flash">

Sama Karolina Kidoń tez chyba nie wierzyła w ten występ, bo w przeciwieństwie do zdekompletowanego, ale godnie odzianego chórku wystąpiła w stroju casual - zdecydowanie nie festiwalowym. Za to zaśpiewała jak zawsze - mocno, dynamicznie, z ogromną pasją. Szkoda, że wciąż nie można usłyszeć grupy na katalogowej płycie.

puste biuro 2010 1

 

Więcej filmów z festiwalu Jesień z Bluesem w naszym kanale na You Tube.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry