Wydrukuj tę stronę
niedziela, 21 listopad 2010 21:51

Moja mama Janis: Jolanta Litwin-Sarzyńska zdobyła Białystok (zdjęcia)

Jolanta Litwin-Sarzyńska monodram Moja mama Janis uważa za swój najważniejszy. - Wiedziałam, ze albo teraz albo nigdy - mówi radiu bluesonline.pl. Opowiada historię dziewczyny z Bartoszyc, która trafiła w światła teatru Syrena w Warszawie, a pomagają jej piosenki Janis Joplin.

- To także i moja historia - wyznaje Jolanta Litwin-Sarzyńska. Z Bartoszyc trafiła do szkoły aktorskiej, uczyła się śpiewu klasycznego, śpiewała piosenkę francuską, występowała w teatrze w Radomiu. Ale cały czas gdzieś w sercu tkwiły piosenki Janis Joplin. - Pierwszy raz usłyszałam piosenkę Janis Joplin po polsku na festiwalu Olszyńskie Noce Bluesowe z 20 lat temu - wyznaje aktorka. I przypomina sobie, że z polskim tekstem śpiewała ją Monika Adamowicz. I tak się zaczęło. Litwin-Sarzyńska dowiedziała się, kim jest Janis Joplin i zakochała się w muzyce, ale i chyba osobowości artystki. Wreszcie stworzyła szkic monodramu ilustrowanego piosenkami Joplin. - W pisaniu pomógł mi mąż - Piotr Sarzyński - opowiada. Później, tekst dostosował do potrzeb sceny teatralnej Redbad Klijnstra. Trzeba było jeszcze tylko przetłumaczyć piosenki śpiewane przez Joplin na polski, uzyskać zgodę wydawców i działać.

I rzeczywiście - efekt jest niesamowity. Aktorka znakomicie czuje się w każdej przestrzeni. Czy jest to cudowny pałac w Ostromecku czy socjalistyczna scena kino-teatru, zawsze daje z siebie wszystko. Nawiązuje niezwykle bliski kontakt z publicznością, a wersje piosenek są zaspiewane i zagrane tak porywająco, ze w najbardziej dramatycznych momentach sala wybucha brawami. A jednocześnie jest to zwykla historia kobiety marzącej o tym, zeby wyrwac się z prowincji, a jednoczesnie łaknącej miłości. I chyba latwiej jej przychodzi zdobyć sławę i uznanie, niż mieć na własność faceta, który prosto w oczy powie kocham. Ale udaje się i Janis Joplin z idolki staje się duchową matką bohaterki monodramu, a publiczność, bez względu na wiek zdaje się rozumieć poolskie przemiany okraszone amerykańskimi songami sprzed 40 lat.

W Białymstoku Litwin-Sarzyńskiej towarzyszył oryginalny skład muzyków, jacy zarejestrowali wersję płytową spektaklu. Podporą całości jest Fabian Włodarek grający na instrumentach klawiszowych. Przejmujące partie, jak choćby w piosence "kukułka" gra Tomasz Bielecki, harmonijkarz, któy przed laty współtworzył formację Blues 66. Dziś wraca do studia, choć nagrywać nie przestał nigdy. - Marzy mi się skąłd z gitarą i kontrabasem - zdradza Bielecki. A Jolannta Litwin-Sarzyńska? To sceniczne zwierzę, które na scenie i na płycie utrwala kawałek historii muzyki i pokazuje, że dramaty kobiet sa umiwersalne - bez względu na rok i epokę.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Najnowsze od Bluesonline