czwartek, 16 czerwiec 2011 10:08

Julian Sas gra Wandering Between Worlds

Julian Sas to holenderski wirtuoz gitary elektrycznej. W wieku 13 lat usłyszał Jimi Hendrixa i tak zaczęła się historia, której niewielką część pomieścił na dwupłytowym koncertowym wydawnictwie dostępnym także jako DVD.

Julian Sas nagrał ten krążek w klasycznym power trio. Tenny Tahamata gra na gitarze basowej a Rob Heijne na bębnach. I starczy.

Już otwierający album "Ressurection" przywodzi na myśl hendrixowskie brzmienia, takież riffy i użycie pedału. Sas śpiewa ciemnym głosem, po części wpół recytując, jak jego mistrz z Seattle.

"Funky News" to już bardziej rasowy blues, który toczy się jak walec, rozgniatając wszystko na miazgę.

Świetnie punktuje riffy Sasa bębniarz w "Ain't No Change". Hendrixowski sposób komponowania to pretekst do dziesięciomonutowego popisu całego tria.

"Sailin' Into the Unknown" to znów powrót do blues-rockowej ballady. Z miejsca gitara zaczyna grać słodko-nostalgiczne solo, a silny głos lidera dodaje tylko kompozycji mocy.

"Turpentine Moan" to ukłon w stronę Chicago i gra slide. Bo Sas umie zrobić z gitarą niemal wszystko i nie ogranicza się do podążania śladami Jimiego.

"Burnin' Soul" to rasowy rocker, jaki na pewno w swoim repertuarze chciałby mieć nawet i Jon Bon Jovi. Ale Sas jest chyba bardziej prawdziwy, mimo, że urodził się w Holandii, a nie gdzieś w New Jersey.

"The Way It Goes" to z kolei sprytny wypad w krainę boogie. Jest nerw i niemal zeppelinowy riff. Słychać, że Sas nie tylko zna całą klasykę blues rocka, ale i umie z niej umiejętnie korzystać.

"Can't Settle Down" to powrót do gry z wah wah, ale i chwila oddechu na porządny wokal. I niespodzianka w postaci zmiany tempa i niemal obłąkańczej solówki.

W jeszcze szybszym tempie utrzymane jest "Sugarcup Boogie". Muzycy szaleją na swoich instrumentach niemal przez kwadrans.

Za to w "Blues For J" znów mamy do czynienia ze stylowym, wolnym blues rockiem. Przez prawie dwie minuty Julian Sas gra solo, zanim zaśpiewa pierwszą frazę. A wtedy na myśl przychodzi
np. "Tea For One".

"The Devil Got My Number" zaczyna się jak zwykły rock and roll z płyt... Led Zeppelin. I Julian z swoim trio nie odpuszczają nawet przez sekundę.

"This Is My Time" to kolejny popis gry slide. I znów tempo jest zabójcze.

Wielbiciele blues rocka, gitarowych szleństw opartych o bluesowe skale z duchem Hendrixa powinni poszukać płyty lub DVD Sasa no i wybrać się na Suwałki Blues Festival 2011.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry